11/04/2011

she is never coming back

      Blond włosy okalały jego szczupłą twarz. Niebieskie oczy wpatrzone w dal. Promienie słoneczne tańczyły w jego czuprynie sobie tylko znanym rytmem. Czekał. Pomiędzy napiętym trybem życia, chorobami z którymi się zmagał i które go niszczyły. Czekał. W jesienną burzę, letni upał, zimową zawieruchę i wiosenną mżawkę. Czekał. W jasną noc, ciemny dzień, w południe i wieczorem. Podczas długich samotnych poranków. Czekał. Nikt nigdy nie odgadł na co czeka. Aż w końcu to czego wyglądał przyszło do niego. Lecz on nadal w skupieniu czekał zastanawiając się, co jest celem jego cierpliwości. Wydawało mu się, że nagroda musi być wysoka. Aż pewnego dnia to, co się pojawiło, a na co z takim utęsknieniem wyczekiwał odeszło. A on w samotności będzie czekał do końca swych dni sam nie wiedząc na co. 

Takie tam, z zastępstwa za religię. Genialne nie jest, ale poczułam potrzebę podzielenia się nim. 

11/01/2011

lover i don't have to love

    Wszystkich Świętych. Święto Zmarłych. Oby dwa pojęcia są dobre. To już dzisiaj. O 8. kwesta i tak do 10. Później latanie po grobach. Po południu odpoczynek, może spacer, jak będzie ładna pogoda. Kto wie... Na pewno należy do przemyśleć jutro. Mam ochotę na dużą ilość czekolady, czyjeś przytulenie, pocałunek, posłuchanie muzyki i sen. Jutro muszę sie zwlec koło 7 rano żeby się jakoś ogarnąć przed tą kwestą. Cholernie mi się jej nie chcę. Nie o tej godzinie. Lepsza byłaby 12-14. Chociaż z drugiej strony, tak to przyjdę rano i w zasadzie potem mam z głowy. Do końca dnia mogę załatwiać swoje sprawy, odwiedzać swoich bliskich i dalszych krewnych, a po południu oddać się błogiemu lenistwu. Na szczęście lekcje odrobiłam już dziś, więc jutro o jedną nieprzyjemność mniej.
  M. nie odzywał się od dwóch dni. Dzisiaj jakoś jeszcze to rozumiem, miał imprezę halloweenową, ale czemu wczoraj siedział cicho? Chociaż w zasadzie, nie powinno mnie to wcale dotykać. Obiecałam sobie, że koniec z nim. Niech sobie robi, co chcę. Nie mam zamiaru czekać do śmierci aż w końcu ogarnie w jakim kierunku to ma iść. Jest tylko kolegą. Jak trochę bardziej dorośnie możemy porozmawiać poważniej, bo akurat w kwestiach... miłosno-przyjacielskich totalny dzieciak z niego.
Ech, idę spać, bo robię się coraz bardziej głodna, a jeszcze chcę rozwiązać sudoku do końca.



,, I want a lover I don't have to love
   I want a girl who's too sad to give a fuck
   I want a lover I don't have to love
   I want a boy who's so drunk he doesn't talk''

Od dzisiaj NIKT nie psuje nam życia. 

10/16/2011

el tango de roxanne

     Smutek, rozżalenie, zazdrość. Czułam, że tak się stanie odkąd mi powiedziałeś, że jutro się z nią spotykasz. Czułam, że mnie zostawisz, porzucisz. Dla niej jakoś miałeś czas, dla mnie nigdy. A w zasadzie nie proszę o wiele. Po prostu chciałabym się spotkać poza komunikatorem raz na jakiś czas. Wystarczy raz na miesiąc. Naprawdę nie wymagam od Ciebie zbyt dużo. Zwłaszcza, że nie mieszkamy od siebie bardzo daleko, tylko 6km. 15-20 minut tramwajem. Nawet mogłabym tam, do Ciebie przyjechać jakbyś znalazł czas. Ale nie. Ty zawsze jesteś zajęty, a ja mam już dość kolejny raz słyszeć odmowy i jakieś naiwne wykręcanie się. Teraz znowu mnie olewasz... Naprawdę, będziemy musieli poważnie porozmawiać. Chcę wiedzieć, jak widzisz przyszłość naszej znajomości. Czy wyobrażasz sobie, że do końca życia będziemy pisali na gg, a spotykali się raz na jakiś czas. Mam dużo takich znajomości, teraz chcę coś, potrzebuje kogoś, kto jest przy mnie. A nie na gg. Chyba wyrosłam już z kontaktowania się wyłącznie poprzez komunikatory ( no, poza jednym wyjątkiem) i potrzebuje czegoś realnego. Ty mi tego nie zapewniasz, niestety.

    Po wycieczce klasowej. Było grubo. Było naprawdę fajnie. Chcę jeszcze raz! Mam nadzieję na taką samą bibę w przyszłym roku... No może poza jednym małym fragmentem.

Miałam Go tylko polubić, a zakochałam się do granic własnych możliwości. Nawet nie wiedziałam, że tak potrafię.
 Dokładnie tak miało być. Miałam go TYLKO i WYŁĄCZNIE polubić. Mieliśmy być kolegami. W przyszłości może przyjaciółmi. Teraz sama już się w tym wszystkim pogubiłam. Mam wyjątkowego pecha.

10/05/2011

saute

    Dni powoli przemijają. Jest już jesień, a dni tak szybko zlatują, że niedługo będzie zima. Chcę już grudzień i święta. Potem sylwestra. I witaj roku 2012. Ten miesiąc będzie szalony. Nakłada się tyle imprez i innych ciekawych rzeczy, że nie sposób się nudzić i pewnie zleci szybko. Ta sobota - impreza urodzinowa znajomych, przyszły tydzień od wtorku do czwartku wycieczka szkolna, czyli znowu impreza. 15-16 październik to NOF, czyli Noc Obrzydliwych Filmów. Nie jestem pewna, czy chcę iść. Chociaż teoretycznie jestem współorganizatorem. Potem będzie dość spokojny tydzień, a 28 październik to Halloween w szkole. Trochę pracy mnie czeka, zwłaszcza, że w pomoc przy Halloween jestem zaangażowana. Ale, mam nadzieję, efekty będą nieziemskie. No i może M. pójdzie do szpitala, na co po cichu liczę. Nigdy nie chciałam żeby ktokolwiek szedł to szpitala, ale on jest wyjątkiem. Tylko i wyłącznie dlatego, że na spotkania z nim w jakimś neutralnym miejscu nie mam za bardzo, co liczyć. A jeśli chodzi o szpital, to sam chcę żebym przyjeżdzała. Dziwny typ. Ale mniejsza o nim. Rozpisałam się tutaj trochę. Jutro zbiórka harcerska, mam nadzieję, że inna niż dwa tygodnie temu. Bardziej refleksyjna. W końcu o prawach harcerskich, więc powinna mieć w sobie nieco patetyzmu. Szkoda tylko, że nie będzie M. i K. ale jakoś damy radę.
P.S. Łapie mnie jesienna handra, ale mam nadzieję, że niedługo przejdzie. 

9/27/2011

got 2 luv u

    Jestem chora i siedzę w domu. Mój blog ma już ponad 900 odwiedzin, co wprawia mnie w lekki szok. Czekam na coś, ale czuję, że się nie doczekam. Przynajmniej nie dzisiaj. No cóż, wielka szkoda, ale może jeszcze zdarzy się cud i stanie się to, czego pragnę. Bo bez niego jest mi tak pusto wieczorami i nocami. Mało kto potrafi go zastąpić. Z powodu leżenia w domu nie mogę nawet zapalić. Ale mam nadzieję, że już w czwartek wyjdę do południa chociaż na te 15minut i sobie zapalę, bo ostatniego papierosa wypaliłam w piątek po południu czekając z G. na kebaba dla jego rodziców. Było to około 17. Także dajcie mi jak najszybciej czwartkowy poranek, gdy wyjdę rano niby po bułki, a tak naprawdę zanim kupię bułki usiądę i spokojnie zapalę mojego LD. Nie mogę się doczekać. Nie mogę się doczekać wielu rzeczy. To egoistyczne, ale nie mogę się doczekać, kiedy M. znowu będzie w szpitalu i będę mogła go odwiedzić. O tak, szanowny panie M. mógłby pan iść już do tego szpitala i zostać w nim przez długie, długie miesiące. Nie obrażę się... 

9/24/2011

we found love

Im dłużej na Ciebie czekałam tym bardziej mi Ciebie brakowało. Im dłużej na Ciebie czekałam, tym bardziej mnie lekceważyłeś, deptałeś, gardziłeś mną!

Chora. Bolą mnie mięśnie, jestem ciągle śpiąca, znowu zaczyna boleć mnie gardło. nie mam apetytu, mam za to katar i kaszel. Poza tym jest mi strasznie zimno. Myślę, że potrzebuję M. ale sama nie jestem pewna.  

9/14/2011

body and soul

    Pragnę jutra. Pragnę kontaktu z nim. Rozmowy z nim. Pragnę go zobaczyć. To jest jakiś paradoks. Jedyna osoba która prawdopodobnie może mi pomóc jest tą przez którą wali się wszystko nad czym dotychczas pracowałam. Zniszczyłam coś, co było dla mnie ważne. Zniszczyłam coś, cholera, zniszczyłam coś i teraz będę cierpieć. Muszę cierpieć żeby dowiedzieć się, co tak naprawdę czuję. Jestem w totalnej kropce, totalnym rozgardiaszu myśli. Nie umiem sama podjąć odpowiedniej decyzji. Nie potrafię zdecydować się, co jest dla mnie ważne. Niby wiem, że to co do niego czuję nie jest takie ważne, że może szybko minąć. Tak jak zauroczenie panem A. z którego nawiasem mówiąc do dziś się śmieję. Ale czuję, że to się szybko nie skończy. Będzie się dalej rozwijać. Nie chcę znowu popadać w nieszczęśliwe zauroczenie kimś, kto kolokwialnie mówiąc ma mnie w dupie. Nie rozumiem siebie, otoczenia w którym się znajduję. Nie rozumiem niczego. Chcę do niego biec i ukryć się w tych jego chudych ramionach.  Chcę żeby mnie uratował przed tym wszystkim. Chcę żeby dał mi schronienie i całym sobą bronił mnie przed światem. Jestem zbyt słaba i potrzebuję opieki. Czuję się teraz jak mała dziewczynka, która zgubiła swojego misia. Ale znalazła dwa misie. I nie wie teraz którego pokochać bardziej.

Marzyła o wielkiej miłości, jak dziecko marzy o prezentach pod choinką. Szukała jej wszędzie i zachłannie.
It's all about me. KTOŚ potwierdzi. WIĘKSZOŚĆ potwierdzi. Kopciuszek, który zgubił buta i teraz oczekuję na księcia, który mu tego buta przyniesie.
Płacz przez cierpienie lub radość musiał być pierwszą umiejętnością ludzi. Zanim jeszcze nauczyli się mówi 
Tak jak małe dziecko które jest głodne. Płacze, bo cierpi z głodu. A chcąc kontaktu z mamą płaczą z tęsknoty za nią. Dzieci to jednak mądre małe istotki. Moje nigdy nie będzie za mną tęsknić. Postaram się stworzyć mu o wiele lepszą atmosferę niż ja mam w domu.
 Tak bardzo się boję. Ale głównie tego, że pragnę Go za bardzo.
Tego boję się cholernie. Tego, że teraz, w momencie kryzsu to do niego mam ochotę biec i się przytulić. Od niego usłyszeć, że wszystko będzie dobrze i w końcu się ułoży. Że zawsze się układa. Nie do G. właśnie do niego. Do tego pieprzonego Mateusza. Z nim mam ochotę teraz siedzieć i z nim płakać. Przy nim płakać. GŁUPIA!
 Wiedziała, że wszystko jest ulotne, nietrwałe i trzeba to przeżywać „ tutaj i teraz « .
Teraz doskonale zrozumiałam, że wszystko ma swój koniec. I nie ma na tym świecie nic, co można by nazwać trwałym. Jestem dzieckiem. Dzieckiem, które zbyt wcześnie poznało smak seksu, wódki i papierosów. Dzieckiem, które myśli, że jest już prawie dorosłe, ale w efekcie jest zwykłym gówniarzem, który oczekuję, że wszystko się będzie robiło dla niego i za niego. Głupio się z tym czuję, ale niestety tak jest.
Zostawiła go. Poprosiła o przebaczenie. Przebaczył, ale nie mógł jej zapomnieć. Więc pisał do niej e-maile. Każdego dnia. Tak jak gdyby była. Ani słowa żalu. Ani słowa pretensji. Pytania bez odpowiedzi. Odpowiedzi na pytania, których ona nie postawiła, ale on zrobił to za nią(…). Listy do kobiety, która ich nie czyta. Pełne czułości i troski. Wspaniałe historie opowiadane komuś, kto jest najważniejszy. Żadnej pretensji, czy skargi. Tylko czasami jakieś prośby lub błagania o coś dla niego.
W naszym wypadku byłoby chyba pisane przez mężczyznę do kobiety. Chociaż w zasadzie... Między nami nigdy nic na poważnie nie było. Zawsze było jakieś ,, ale''. Jakaś część, która była zła. Ten związek zawsze był toksyczny. Nigdy nie czułam się w nim na 100% szczęśliwa. G. potrafi mnie rozśmieszać, ale nic się to ma do szczęścia w związku. Zawsze będę pamiętać o nim. Zawsze będę pamiętać jego. Może nawet pewnego dnia wyślę mu e-maila z zapisem mojego życia. Będzie pełny czułości i troski. I wspaniałe historie też będą. Nie będzie skarg ani pretensji. Nie będzie próśb ani błagań. Chociaż, może takiego listu nigdy nie będzie. Może jeszcze nie wszystko skończone i nie spaliłam wszystkiego.
Żeby był, żeby chciał być, żeby nie zniknął. 
Nie wiem do kogo mogłabym skierować te słowa. Właściwie do obu. Oboje chcę. Nie chcę żeby którykolwiek z nich znikał z mojego życia. Jeśli chodzi o Mateusza to chyba nie ma na razie żadnego zagrożenia. Ale jeśli chodzi o G. to zagrożenie jest wielkie. Powinnam sobie wszysko usystematyzować i przemyśleć. Bo mogę się potem obudzić i nie mieć nic.
Życie przeważnie jest smutne. A zaraz potem się umiera...
...
Wszystkie cytaty pochodzą z książki ,, Samotność w sieci'' J.L. Wiśniewskiego 

9/11/2011

kostuchna

Już do Ciebie biegnę ile w płucach mam sił. Chociaż patrzę przed siebie, nie widzę nic [...] I już się modlę do spadających gwiazd, bo mi brakuje ciepła Twych rozchylonych warg. I tylko nie wiem, czy mi starczy sił, bo serce mam ze szkła jak nic w każdej z chwil może zmienić się w pył 

Od dwóch dni szpitalna atmosfera. Lubię to! 

9/08/2011

just like a pill

    Nienawidzę nie móc odwiedzać znajomych/przyjaciół itp, kiedy leżą w szpitalu. I to tylko dlatego, że taka jest ich wola. Wolałabym po prostu tam jechać, odwiedzić go, wesprzeć nie tylko wirtualnie, ale też na żywo. Ale nie mogę. Nie chcę mu się w żaden sposób narzucać, nie chcę żeby mnie wyrzucił z sali, kiedy już do niego pójdę. Boję się tego, co wtedy będzie. Poza tym nie wiem, co mu krąży po głowie. Może naprawdę chcę, żeby go odwiedzić, w zasadzie, kto nie lubi, kiedy się go odwiedza? A może ja powinnam być odważniejsza i powinnam jechać do niego mimo jego wyraźnych próśb żeby tego nie robić. Kurde, sama już nie wiem. Od wczoraj zastanawiam się, czy powinnam odwiedzić jego w tym cholernym szpitalu, czy może lepiej nie. I ciągle nie wiem. Kiedy już jestem prawie zdecydowana, żeby jechać wkradają się te cholerne wątpliwości. Naprawdę jestem w kropce. Zaczynam zastanawiać się, czy on nie chcę mnie tam widzieć, bo ja to ja czy rzeczywiście nie chcę widzieć nikogo ze swoich znajomych i przyjaciół. Chcę mu tylko sprawić przyjemność, ale nie wiem, co będzie dla niego przyjemnością. Faktem jest, że cholernie się o niego martwię i, w zasadzie, nie mogę przestać o tym wszystkim myśleć. O tym, co mu jest, co z nim będzie. Cholera! Miałam się w to nie angażować aż tak mocno! Jestem głupia, głupia, głupia. Powinnam była wiedzieć jak to się skończy od samego początku i nie zaczynać znajomości z nim. 

9/01/2011

i don't wanna be in love

     Nadszedł czas na uroczysty początek roku szkolnego! Każdy uczeń oczywiście skaczę z radości i nie może doczekać się ukochanych przedmiotów i nauczycieli. Taaa, wszyscy stęsknili się za szkołą. I naprawdę chciałabym w to wierzyć. Jedynym plusem początku września jest nadchodzący październik. A zwłaszcza 14. październik. Kocham ten dzień od dwóch lat. Ale mniejsza. Ostatnio łapie mnie cholernie smutny nastrój, zwłaszcza kiedy myślę o problemach mojego kolegi. Chcę mu pomóc, ale on nie chcę dać sobie pomóc. Wiem, że nie znamy się na tyle, że możemy sobie ufać i polegać na sobie w 100% ale mimo wszystko go lubię, chciałabym mu pomóc no i stało się coś, co powinnam podejrzewać odkąd zaczynałam tą znajomość... przywiązałam się do tego typka. Nienawidzę tego w sobie, za szybko przywiązuje się do ludzi, a potem cierpię, kiedy odchodzą chociaż na chwilę. Czuję do nich to, czego oni nie czują do mnie i to mnie przeraża i smuci.